
Podobno mam wrócić.. Tak mi wróżka wywróżyła z fusów.. Hm. Na razie ściagam blokadę z nieaktywnego bloga i w najbliższej przyszłości się zobaczy czy wrócę. ^^

Okładka do yyy ewentualnej przyszłej książki powstałej z tego opowiadania ha ha ha
-S..Slash? - spytała niepewnie patrząc na swojego ukochanego. Ten ani drgnął. Wciąż wpatrywał się nie widzącym wzrokiem przed siebie. Na jego czole pojawiły się kropelki potu. Berta podejrzewała, że Slash w tym momencie.. uwaga, uwaga.. myślał! Tak! Dobrze przeczytaliście! Myślał i to bardzo intensywnie jak się stad wydostać i jak uratować swoje piękne, cudowne, najwspanialsze.. włosy! Wstał szybko z kanapy nie zważając na swoją dziewczynę spadającą mu właśnie z kolan, pobiegł do kuchni, otworzył z rozmachem lodówkę, która sprzeciwiła się takiemu bezczelnemu traktowaniu i rąbnęła gitarzystę prosto w sam środek czoła zostawiając po sobie wielkiego siniaka.
-No kurwa! Ja ten jebaniec teraz spuchnie to będę musiał zakrywać go włosami! Nie możecie mi teraz nic z nimi zrobić! - krzyknął jedną ręką zaczesując grzywkę na czoło a drugą wyciągając piwo z lodówki.
-Oj tam, teraz na twoim miejscu wystrzegałabym się jedynie Joli Rutowicz. - powiedziała Irene zalewając się ze śmiechu.
-Slash? Cholera Slash ty żyjesz? - wrzeszczała Irene potrząsając przyjacielem.
-kurwa kobieto uspokój się - mruknął gitarzysta patrząc na nią jak na niedorozwiniętą. Czego ta wariatka od niego chce?
- Człowieku nie odpływaj więcej bo przyprawisz nas wszystkich o zawał!
- Jak odpłynąłem?
-No siedziałeś i gapiłeś się w jeden punkt jak debil jakiś.. - odpowiedziała
- Kretynko to nie ja! To ty nie wiesz, ze my nie jesteśmy prawdziwi?! To autorka tego badziewia nie ma pomysłu co z nami dalej zrobić! Siedzi i zamula przed komputerem zamiast wyjść na dwój i przewietrzyć mózg o ile go ma. Może jakby go przewietrzyła to ruszylibyśmy się z miejsca a nie siedzieli tyle w tym cholernym salonie i gapili się na siebie jak pojebańcy jacyś. O moglibyśmy się na ten przykład napić jakiejś dobrej wódeczki - zamyślił się mężczyzna po czym wyciągnął spod kanapy zakamuflowaną kiedyś butelkę z wódką, odkręcił korek i pociągnął spory łyk napoju.
-Slash.. jesteś pewien, że po tym uderzeniu lodówką w ten twój pusty łeb nie poprzestawiało ci się tam coś - spytała Berta patrząc na niego niepewnie
- No jasne, ze wszystko na tam poukładane jak pedancik jakiś, nie zauważyłaś że wyciągnął wódę? Jakby coś było nie tak to teraz siedziałby z filiżaneczką herbatki, malutkim paluszkiem odgiętym i rozmawiałby o kazaniu w kościele.. yghmndj -powiedział Duff i wydał z siebie dziwny odgłos jakby zbierało mu się na wymioty przez samo myślenie o tym.
~*~
-Slash ty pojebańcu co was podkusiło iść chlać w teren? I jeszcze doprowadzić się do takiego stanu! - skrzeczał rudy dając wyraz swojej wściekłości na tych konkretnie dwóch członków zespołu. - pojebało was kurwa. Koniec! Szlaban na wychodzenie na dwór! I nie, nie patrz tak na mnie Saul! - wiedział, że wypowiedzenie imienia gitarzysty rozwścieczy go zupełnie nie wiedział dlaczego jego przyjaciel tak bardzo nie znosi swojego imienia. - Berta siedzi w domu i się kurwa zamartwia! A ty sobie libacje alkoholowe z Duff'em urządzasz! Nie zdziwię się jak cię na dniach zostawi ty zawszony dupku!
-No teraz to kurwa przesadziłeś! Nie jestem zawszony! A Berci wszystko wytłumaczę.. i wynagrodzę - dodał po namyśle uśmiechając się w baaardzo nieprzyzwoity sposób.
-Nie zdziwiłbym się jakby Berta zrobiła ci m a l u t k i post jeśli chodzi o TE sprawy zakuty łbie. - powiedział Rudy i odsunął się poza zasięg rąk przyjaciela. Dojechali do domu, w drzwiach dało się zauważyć szczupłą postać tupiącą ze zniecierpliwieniem nogą. Slash przełknął ślinkę. Wiedział, że ta postawa nie wróży niczego dobrego. Jeszcze nigdy jak w tej chwili nie żałował, że nie jest tak narąbany żeby stracić przytomność. W czasie jego przemyśleń samochód zaparkował przed wejściem i Axl zdążył już wytaszczyć nieprzytomnego Duffa z limuzyny i zaprowadzić go do domu. Slash powoli wyczołgał się przez drzwi starając się być jak najbardziej niewidzialnym. Przymykał oczy, wciągał brzuch, a nawet jeszcze bardziej starał się schować w swoich włosach. Jednak to nie działało, kto jak kto, ale Berta miała dobry wzrok i nawet takie kamuflowanie nie było w stanie jej zmylić. Podeszła do niego dosłownie kipiąc ze złości i przyłożyła mu w twarz wybijając sobie przy okazji palec. Nie zważając na ból zamachnęła się drugi raz jednak tym razem gitarzysta zdążył się odsunąć na tyle, by ręka jego dziewczyny go nie dosięgnęła.
-Ty.. ty.. ty.. DEBILU! - wrzasnęła wściekła nie mogąc znaleźć odpowiednich słów które w tym momencie opisywałyby jak bardzo jest wściekła i nienawidzi tego cylindrarza!(olej wiolkowe słowotwórstwo :P) - nie odzywaj się do mnie! - dodała odwracając się na pięcie i zniknęła w wejściu do domu.
-Ja pierdole.. kobiety.. - mruknął pod nosem Slash
-SŁYSZAŁAM! - usłyszał odpowiedź i wolnym krokiem wszedł do jaskini lwa. Układając w myślach historyjkę jak to Alladyn dał mu do potarcia butelkę z której zaczęła wylewać się wódka i że aż szkoda było żeby się marnowała. - Tak to będzie dobre. - szepnął i zamknął cichutko za sobą drzwi.
Sam nie wiedząc dlaczego ruszył w kierunku salonu. Coś go tam pchało. Jakaś magiczna siła. Może ta pieprzona wróżka z tych wszystkich bajek? Tego nie wiedział, po prostu szedł za głosem serca, które jednak mimo wszystko posiadał. Przekraczając próg tego pomieszczenia przeklął siarczyście w duchu widząc powstałe tam zbiorowisko. Nie dość, że byli tam wszyscy trzeźwi członkowie Guns N' Roses to był tam również bełkoczący coś pod nosem Duff przytrzymywany przez Stevena, była tam jego Bercia to była tam też ta jebana Irene z tym całym pieprzonym Michaelem, który w tym momencie był najmniej tutaj potrzebny. Przynajmniej według Slasha.
-No siema kurwa, przybył wasz wielki i zajebisty wujcio Slashunio - wykrzyknął starając się rozkręcić towarzycho jednak dorobił się tylko kilku krzywych spojrzeń i syku Jacksona. Berta się dalej nie odzywa. Axl chyba miał rację z tym postem. Ciężkie noce go czekają..
-No kurwaaa przecież nic takiego nie zrobiłem! i HUGO! - Podziałał. Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na niego ze zdziwieniem a w następnej chwili turlali się po dywanie ze śmiechu. No wszyscy poza Duff'em który dalej żył we własnym świecie.
-Kurwa, Slash HUGO? Co Ci się stało - zapytał Izzy pomiędzy śmianiem się a nabieraniem kolejnego oddechu niezbędnego do przeżycia. Slash sam nie wiedział. Tak jakoś wyszło. Jego Berta tak często mówiła. Co go dziwiło, bo takie słowa jak pierdolę potrafiła wypowiedzieć bez mrugnięcia okiem a słowo chuj już zastępowała jakimś hugo. Postanowił, że nie będzie w to wnikał. Ważne, że podziałało. Przeszedł przez pokój i uwalił się na łóżku pomiędzy Jaksonem i tą całą jego Irene na co ta syknęła oburzona i podeszła do jego kobiety, która chyba zaczynała mięknąć. Eh umyje dzisiaj włosy, podkręci je troszkę bardziej i będzie grało. Wybaczy mu. Mógłby przeprosić i kupić kwiaty czy cos.. ale nie był jebanym romantykiem. Wiedział, że jego urok osobisty wystarczy. No i jego zgrabniutki tyłeczek.. Może zagra jej coś na gitce.. Będzie doobrze.
Dziewczyny zaczęły coś nawijać do siebie z dziwnymi uśmieszkami. Jak dla Slasha to stanowczo za bardzo gestykulowały. Nie to na pewno nie wróżyło niczego dobrego. Jeszcze Irene o mało nie udusiła się ze śmiechu.. Berta przerwała koleżance jej wywód, skinęła głową i powoli zaczęła zbliżać się do gitarzysty.
-Slash wiem jak możesz odpokutować. Mamy dla ciebie karę. - powiedziała tajemniczo będąc coraz bliżej niego. No bez jaj zaczął się kurwa bać. I jeszcze ten jej wzrok. No jak w horrorze jakimś kurwa.
-A..ale ja pierdole grzeczny byłem! To ten jebany Piotruś Pan!
-Ej ode mnie to trzy parasole w pole Slash! - Krzyknął Michael zalewając się ze śmiechu. Berta usiadła Hudsonowi na kolana i zbliżyła głowę do jego ucha. - Zrobimy ci nową fryzurkę przystojniaku i tak wyjdziemy dzisiaj na miasto. - szepnęła a jego przeszedł dreszcz przerażenia. On już wiedział co to znaczy "nowa fryzura". Jak go zgolą to kurwa rozpierdoli wszystkich i nie zostanie po nich nic. Nawet jeden włos. Wszystko zniszczy. Każdy atom. Cokolwiek to kurwa jest. Przełknął ślinę i tylko kiwnął głową ze strachem w oczach. Berta zdziwiona wpatrywała się w niego, spodziewając się wrzasków, pisków i nawet rękoczynów a tym czasem on przyjął to całkiem spokojnie.
Ciszę jaka na chwilę zapadła przerwał cichy dźwięk dochodzący z kieszeni Slash'a. Rockman wyjął telefon a Weronika nie mogła uwierzyć. Z komórki dało się słychać "wlazł kotek na płotek" Dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem na swojego gościa, któremu z wrażenia wypadł papieros.
- No co za zawszony niedorobiony pedał mi zamienił moją wspaniałą solówkę na wlazł kurwa jakiś futrzak na mur?! - Duff parsknął niekontrolowanym śmiechem, a Slash zmierzył go nienawistnym spojrzeniem, od którego zwiędły kwiatki w pokoju - i co się cieszysz jełopie? Czego kurwa, tu wasz wspaniały Wujcio Slash! - warknął do telefonu. - Axl kurwa zostawiłeś nas idioto niedorobiony na jakimś jebanym zadupiu, krasnoludki nas otoczyły a ty kurwa zabawiasz się z jakąś Bernadettą.. Kurwa! Bercia jest moja! Pojebało cię chłopie? Tylko ja mam prawo budzić ją moimi kłakami! Że co? Okno pomagałeś jej myć? Co za debil uprawia seks przy myciu okna? Przecież to po pierwsze nie wygodne po drugie jest zimno jak jasny.. A.. nie seks.. Tylko mycie okna? Jakie kurwa firanki? Różowe? Oj nie.. pogadamy w chacie. No dobra.. Axl wypierdalaj stamtąd i rusz dupę po nas. Nie wiem u jakiejś Śnieżki, Kopciuszka czy innej Smerfetki. No jakieś czarno białe osiedle za oknem. Kurwa chłopie a ja myślałem, że świat poszedł już na przód i jest kolorowy..
-patrzysz na tapetę debilu..- mruknęła załamana Weronika patrząc na niego jak na kretyna. Nagle usłyszała huk, odwróciła się i zobaczyła Duff'a leżącego na ziemi. Podbiegła do niego. Przerażona pochyliła się nad nim by sprawdzić czy oddycha a tym czasem blondyn zachrapał jej prosto w twarz. Dziewczyna usiadła obok niego nie wiedząc czy ma się śmiać czy płakać. Jedno wiedziała na pewno niezły cyrk ją czeka zanim Axl ich stąd nie zabierze..
Slash w tym czasie dalej próbował wyjaśnić Axl'owi gdzie się znajduje i wciąż wykorzystywał do tego fototapetę właścicielki mieszkania. W końcu ta, zdenerwowana, podeszła do niego, wyrwała telefon i nie bacząc na sprzeciwy napranego Hudsona wytłumaczyła dokładnie gdzie znajduje się owe mieszkanie i zażądała szybkiej interwencji ze strony wokalisty. Po wybłaganiu od niego przyrzeczenia szybkiego przybycia oddała telefon gitarzyście, który zaczął odpalać kolejnego papierosa. Wkurzona usiadła w fotelu i wściekłym wzrokiem obserwowała gościa, który spoglądał na nią z lekkim strachem.
-Yyy.. Coś się kurwa stało? - spytał
-Niee.. no co Ty. Budzicie mnie prawie w środku nocy pijackimi wrzaskami, wyzywacie mnie od Śnieżek i innych, ZASMRADZACIE mi moje piękne mieszkanko fajkami i ŚPICIE NA MOJEJ PIĘKNEJ PODŁODZE!- wycedziła dziewczyna, która teraz ledwo powstrzymywała się od śmiechu na widok Slash'a. Wyglądał na prawie skruszonego i miał prawie przepraszający wyraz twarzy. Siedzieli w ciszy przerywanej tylko pochrapywaniem Duff'a przez dobre pół godziny aż rozległo się pukanie w drzwi. W sumie to było walenie w drzwi tak mocne, że te o mało nie wypadły z zawiasów. Weronika wpuściła dobijającego się rudego mężczyznę do mieszkania, który podleciał do Slash'a i przywalił mu z pięści w twarz co w sekundę do końca otrzeźwiło gitarzystę, który podniósł się gotów oddać cios.
-Kurwa co jest!~- wrzasnął i w tym momencie zauważył od kogo oberwał - to ty pieprzony wyjcu. To co spierdalamy stąd? Ta mała gapi się na mnie jakby mnie chciała kurwa zajebać za to, ze oddycham - wyrzucił z siebie i pognał do wyjścia zostawiając za sobą ścieżkę z błota. Axl, bo tak nazywał się wybawiciel dwóch pijaków, zgarnął blondyna i przepraszając Weronikę poszedł za Hudsonem.
Nareszcie spokój - pomyślała dziewczyna zamykając drzwi i osuwając się po nich powoli. W następnych dniach pochowała wszystkie płyty Gunsów po kątach twierdząc, że na razie ma ich dość..
-o sole-kurwa mijjaaaa ale z Axla jest żmiiijaaa..
Dziewczyna przewróciła się na drugi bok i próbowała zignorować odgłosy dobiegające zza okna.
-jeeeszczee jeeedeen i jeeeeszcze raz, ja pierdole Duff jak to leciało?
Coraz trudniej było jej ignorować pijackie okrzyki z podwórka. Położyła się na plecach i przecierając zaspane oczy doszła do wniosku, ze już i tak nie zaśnie. Leżała napawając się ciszą jaka na chwilę nastała. Po chwili jednak rozległ się huk i dało się usłyszeć czyjś szaleńczy śmiech.
-Slash ty ofiaro jebana patrz jak łazisz Buszmenie.
-przestać rżeć jak koń pomógł byś mi wstać popaprańcu. Patrz wódka się rozlała. Ja pierdole a taka dobra była..
Dziewczyna wstała z łóżka, podeszła do okna i podniosła roletę. Za oknem zaczynało już świtać. W dole dojrzała dwie nieźle nawalone osoby, próbujące utrzymać się w pozycji pionowej. W jednym z nich rozpoznała gitarzystę Guns N' Roses - Slash'a. Przed chwilą musiał zaliczyć glebę bo właśnie wstawał ręką przygarniając do siebie potrzaskane butelki i mamrocząc coś pod nosem do nich. Zupełnie jak matka przytulająca swoje dziecko po upadku. Swoją drogą ciekawe jakim cudem ten cylinder cały czas trzyma mu się na głowie, nie powinien zlecieć podczas upadku?
Tym czasem na dole blondyn usiadł obok gitarzysty i objął go ramieniem.
-Musimy je zakopać, bo jak się ktoś dowie to nas kurwa wpakują do więzienia. Zajebaliśmy na śmierć pięć butelek. Za to jak nic będzie dożywocie. - po czym opadł na chodnik głośno chrapiąc. Slash w jednej chwili zerwał się na równe nogi, zgarnął butelki do torby i wszedł do kamieniczki obok której spędzili ostatnie dwadzieścia minut. Znalazł tam wejście do klatki schodowej na której ukrył torbę po czym uciekł stamtąd z obłędem w oczach jakby popełnił teraz największe przestępstwo. Podszedł do śpiącego kolegi i przywalił mu w łeb.
-wstawaj kurwa, trzeba uciekać. Już jadą!
Duff leniwie otworzył oczy i jego wzrok skierował się na okna mieszkania dziewczyny, która od jakiegoś czasu im się przyglądała.
-Slash! Zajebałeś mnie! Przyznaj się! Leżę teraz martwy i jakiś pierdolony anioł gapi się na mnie. Zaraz tu przyjdzie i mi wpieprzy za te butelki. A mówiłem kurwa delikatnie się z nimi obchodź, to nie..
-Co ty pieprzysz debilu? - mężczyzna spojrzał w kierunku w którym patrzył jego przyjaciel - ja pierdole. No to po nas. Teraz przyjdzie siedmiu krasnoludków i nas zajebią. A potem ten pieprzony czerwony kapturek przyprowadzi myśliwego i.. nie chcę nawet o tym myśleć. - zakończył dramatycznie patrząc na swoje mokre od rozlanego alkoholu ręce po czym padł na kolana i zaczął wrzeszczeć - oszczędź nas Smerfetko! Nie wydawaj nas w ręce Iktorna! Będę twoim podnóżkiem tylko nie mów nikomu, że zamordowaliśmy niewinne butelki!
Dziewczyna ze śmiechem obserwowała scenę odgrywającą się na dole po czym doszła do wniosku, że lepiej ich stamtąd zgarnąć zanim postawią całą kamienicę na nogi i ktoś faktycznie się ich pozbędzie w mało delikatny sposób. Ubrała się szybko w dres i zbiegła na dół. Chwyciła Slash'a pod ramię i podciągnęła go do góry.
-Cholera człowieku ile ty ważysz.. - mruknęła pod nosem, jednak po chwili stała już zadowolona, że rockman stoi w miarę pewnie na nogach. - weź go na ręce i chodźcie za mną - powiedziała rozkazującym tonem i czekała aż gitarzysta wykona zadanie.
-Te lalunia, ale tam nie czeka na nas żaden Gargamel? - spytał nieufnie. Dziewczyna jedynie przewróciła oczami i pokręciła przecząco głową. -to dobrze. Wstawaj Blondyna idziemy do pieprzonej Śnieżki na śniadanko - warknął po czym chwycił kolegę za koszulę i pociągnął do góry.
Dziewczyna wchodziła po schodach prowadząc ich do swojego mieszkania,a oni wlekli się gdzieś za nią. Dokładniej to Slash wlókł się za nią i ciągnął Duff'a w mało delikatny sposób za sobą.
-Ale z tym podnóżkiem to wiesz.. domagam się wolnych wieczorów i kurwa weekendy też by się jakieś przydały. W końcu muszę się kiedyś porządnie najebać, a pieprzony urąbany podnóżek raczej nie specjalnie przyjaźnie brzmi. Nie żebym się nawalał do nieprzytomności, co to to nie. Mam cholernie mocną głowę maleńka - wypiął dumnie pierś, a dziewczyna parsknęła śmiechem - no.. czyli jak? Będzie jakieś kurwa wolne? No i oczywiście musimy pogadać o kasie, bo za darmo to ja tego robić nie będę. O ja pierdolę jeszcze przecież mam próby tego pieprzonego zespołu.. No wybacz maleńka, ale wujcio Slash chyba nie przyjmie posady. Niestety jest zbyt zapracowany kurwa. - niezdarnie zaczął udawać niezwykle zasmuconego tym faktem na co dziewczyna już nie kontrolując się wybuchnęła takim śmiechem, że da sobie rękę uciąć, że na drugim końcu kraju ją słyszeli.
-Spoko nie musisz się fatygować - odpowiedziała robiąc przerwę na zaczerpnięcie powietrza. Otwarła drzwi do mieszkania i gestem zaprosiła ich do środka.
-Noo 5 gwiazdkowy hotel to to nie jest, ale można się przespać. Duff pedale wstawaj! - rzucił przyjacielem na fotel.
-Mamusiu, ale Kopciuszek powiedział, że mogę sobie wziąć tego pantofelka.. - wymruczał przez sen blondyn po czym wsadził do ust kciuka i zaczął go ssać jak małe dziecko. Slash patrzył na niego jak na debila po czym palnął się w łeb i wyciągnął papierosa - z tych całych nerwów zapomniałem o was moje kochane - mruknął i odpalił go. Rozejrzał się po mieszkaniu dziewczyny i nagle jego wzrok zatrzymał się na wkurzonej właścicielce mieszkania - mogę zapalić? - spytał robiąc głupią minę.
-Dzięki, że pytasz - odburknęła ale kiwnęła głową. - zrobić wam coś jeść?
-Ja nie, mnie wystarczą moje kochane fajki i wódka. No może jeszcze seks, ale ta to to chyba nie mam co liczyć co? - spojrzał na nią z nadzieją.
-nie - odpowiedziała stanowczo i podeszła do Duff'a. - ej a ty coś zjesz?
- Mamusiu wiesz, że lubię kanapkę z marmoladą, czekoladą i ketchupem.. ale myszka miki powiedziała, że to nie zdrowe.. AŁA KURWA! - zerwał się na równe nogi po kopniaku jaki otrzymał od przyjaciela, który teraz leżał na ziemi i dosłownie zwijał się ze śmiechu. - ty wszarzu jebany! - wrzasnął i dopiero po chwili zauważył gdzie jest i kto stoi obok niego. - oh.. przepraszam piękną panią, Duff jestem - szarmancko się ukłonił, na co Slash zaczął rżeć jeszcze głośniej. - Slash ty niereformowany idioto czego sapiesz? Dlaczego zmuszasz mnie do przeklinania przy pięknej damie ty skończony ciulu.
-Weronika jestem - powiedziała dziewczyna i spojrzała z rozbawieniem na dwójkę Gunsów. Uwielbiała ten zespół i jego członków. Nie zachowywała się jak wszystkie fanki, bo ogólnie była inna. Wiedziała, że to są zwykli ludzie, aczkolwiek po tym czego właśnie jest świadkiem zaczęła w to wątpić.
dark-light luna. / rockland layouts.
guns 'n roses.
